Jako że czuję się dziś rezolutnie, postanowiłem napisać dla odmiany coś od siebie. Chciałbym powiedzieć parę słów o moich spostrzeżeniach, na temat symbolu krzyża i polityki kościelnej, oraz jak się one mają do postaci Jezusa.
Mam dziś dobry nastrój, więc na potrzeby dyskusji przyjmijmy, że faktycznie postać Jezusa z Nazaretu istniała i że był on Synem Bożym, uzdrowicielem i cudotwórcą. Jeżeli więc uwierzyć w Nowy Testament, to wykreuje nam się postać naprawdę godna podziwu. Człowiek całkowicie bezinteresowny, gotów dzielić się całym swym dobrem z innymi, brzydzący się obłudą, chciwością i zakłamaniem. Bardzo inteligentny, ale również empatyczny, do tego potrafiący nakarmić głodnych, uzdrowić chorych, a nawet wskrzesić umarłych. Dosłownie Superman z Betlejem. Postać bardzo pozytywna i idealny wręcz wzór do naśladowania. Dlaczego więc symbolem Chrześcijaństwa, jest narzędzie, które posłużyło do zamordowania go? Swobodnie cytując faceta z mojego avatara - Billa Hicksa: Krzyż na szyi katolika, jest jak nabój od snajperki na szyi miłośnika Kennedy'ego. Czy jak Jezus stąpi na ziemię, to naprawdę się ucieszy jak jedną z pierwszych rzeczy które zobaczy, będzie narzędzie jego zabójstwa? Krzyż przesycony jest wręcz negatywnymi emocjami. To obraz strachu i cierpienia. Dlaczego symbolem nie może być Jezus w pełni sił? Wyprostowany, zdrowy i szczęśliwy, a nie odarty z godności, poraniony, umęczony trup. Dlaczego nie może to być symbol nadziei i szczęścia, zamiast smutku i śmierci. Jak można mówić ludziom o wiecznym życiu, raju, zbawieniu, stojąc pod podobizną martwego, storturowanego ciała? Jedyna logika jaką w tym odnajduję, to zastraszenie i wzbudzenie winy.
Nauka kościoła, nijak ma się do tego, co próbował przekazać Jezus. Jest wręcz z nimi sprzeczna. On spędził całe swoje życie na zwalczaniu pychy, chciwości, dążenia do pieniądza oraz pogłębiania podziałów między ludźmi. Czyż to nie Jezus powiedział, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego? Jak się to ma do Rydzyka, przepychu jakim otaczają się wysoko postawieni członkowie kościoła i całego bogactwa Watykanu? Nijak! Jest to całkowite zignorowanie jego nauki.
Jedziemy dalej. Skoro pierwsze przykazanie brzmi: "Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną" to dlaczego istnieje coś takiego jak beatyfikacja? Czemu, pomimo oczywistości tego przykazania, do dziś tworzy się dodatkowych bożków? Bo jak inaczej nazwać świętych, skoro stają się oni patronami najróżniejszych sfer naszego życia, do których składamy modły?
Idąc dalej tym tokiem rozumowania, jaki sens ma rytuał spowiedzi, skoro Jezus dokładnie powiedział: "Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze Mnie"? Dlaczego więc księżą mają czelność, stawiać się na równi z Jezusem, uzurpując sobie prawo, do pośredniczenia, pomiędzy człowiekiem a Bogiem, mimo że dokładnie jest napisane: "(...) kto nie wchodzi przez drzwi do owczarni, lecz w inny sposób się tam dostaje, ten jest złodziejem i zbójcą... Ja jestem drzwiami dla owiec"?
Dlaczego zmienione zostało drugie przykazanie, które oryginalnie mówiło: "Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią"? Czyż nie jest do dokładne słowo boże? Czy więc Bóg się pomylił? A może nie to chciał powiedzieć? Jak to się ma, do tych wszystkich wysadzanych złotem rzeźb i obrazów kościelnych, do całej sztuki chrześcijańskiej? Nie wiadomo.
Dlaczego, pomimo że piąte przykazanie mówi: "Nie zabijaj", kościół w średniowieczu był skąpany we krwi niewiernych?
Dlaczego księży obowiązuje celibat, mimo tego że w biblii napisane jest: "Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony... dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości"? Cytat ten, jest przecież bardzo logiczny, bo jak ślepy może uczyć o kolorach. No, ale najwyraźniej kościół ma inne zdanie. A co z chrztem? Przecież chrzczenie dzieci, to także nie jest obyczaj biblijny, wtedy chrzciło się jedynie ludzi dorosłych, ponieważ pouczało się ich przy tym o zasadach wiary. Kościołowi oczywiście, nie było to na rękę, więc wolał swoją indoktrynację rozpoczynać od najmłodszych lat.
Moja ulubiona scena z życia Jezusa to, kiedy on, wściekły na kupców, którzy zrobili sobie stragan ze świątyni, rzuca się na nich z biczem, rozrzuca ich pieniądze i przepędza ich, mówiąc: "Zabierzcie stąd to wszystko i nie róbcie targowiska z domu mego Ojca!". Wtedy świadkowie pytają go, jakie miał prawo by tak uczynić i kolejny fragment brzmi tak: "Zburzcie tę świątynię, a Ja w ciągu trzech dni ją wzniosę. Żydzi odrzekli: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty chcesz ją wznieść w ciągu trzech dni?. On jednak mówił o świątyni swego ciała. Kiedy więc powstał z martwych, uczniowie przypomnieli sobie, ze właśnie to powiedział i uwierzyli Pismu oraz słowom Jezusa."
Czy ten przekaz jest aż tak trudny do zrozumienia? Czy te wszystkie sprzedawane w kościołach wody święcone, obrazki Matki Boskiej, Jezusy na patyku i co tam jeszcze, nie są ordynarnym i oczywistym sprzeciwieniem się słowom Boga? Co więcej, czy słowa Jezusa, nie podważają sensu budowania wzniosłych, pełnych przepychu i bogactwa świątyń? Czyż on sam nie jest świątynią? Nie potrzeba pośredników i kosztownych budynków, by się modlić. Popierają to słowa: "Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego." Według jego słów, materialne dowody wiary, nie mają znaczenia.
Mógłbym wymieniać dłużej, ale komu by się chciało to czytać. Podsumowując, tak naprawdę nauki Jezusa, mają dla kościoła znaczenie drugo, lub nawet trzeciorzędne. Jego jedynym zadaniem stało się wiszenie na krzyżu z umęczoną twarzą, by straszyć małe dzieci i wzruszać stare babcie w beretach. Z naprawdę wspaniałej ikony i wzoru do naśladowania, stał się kukłą, w rękach tych, którzy przywłaszczyli sobie jego spadek. Wszystkie jego nauki zostały zakrzyczane, przez pogoń za pieniądzem, a faryzeusze którzy rozdzierali przed nim z oburzenia szaty, przekształcili się w kardynałów wycierających sobie usta jego imieniem. Ja nie wiem czy taka postać jak Chrystus naprawdę istniała, jednak nawet jeżeli jest tylko mitem, to jest mitem bardzo pięknym i przekazującym dużo pozytywnych treści, niestety został on wypaczony przez żądnych pieniędzy i władzy ludzi, którymi Jezus, gdyby żył, prawdopodobnie by się brzydził.
"Ch... w d... Kaczorowi": To nie obraża, bo Kaczyński nie żyje
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Cyt: Resort chce wprowadzić do art. 148 kodeksu karnego nową kategorię przestępstwa - kwalifikowaną zbrodnię zabójstwa funkcjonariusza publicznego. Dzięki temu sąd będzie mógł skazać mordercę policjanta albo na 25 lat więzienia albo na dożywocie. Teraz za ten czyn grozi od ośmiu do piętnastu lat więzienia. (...) Jak powiedział gazecie minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, celem tych zmian jest zwiększenie poczucia bezpieczeństwa policjantów oraz sędziów i prokuratorów
A co ze zwykłymi obywatelami? Czemu funkcjonariusz ma się czuć bezpieczniej od samego obywatela? Wiem wiem, zaraz spadną na mnie gromy, bo przecież jak to, przecież to funkcjonariusz publiczny, on naraża tyłek, żebym mógł czuć się bezpiecznie. Owszem to prawda. W teorii. W praktyce bywa różnie, zwłaszcza w naszym kraju. Policjant, jako osoba chroniąca obywatela, już ma bardzo dużo przywilejów. Posiada broń, może zatrzymać obywatela, zrewidować go, pozbawić własności, użyć wobec niego siły. Czy naprawdę potrzebna jest taka bezsensowna ustawa, jeszcze bardziej wywyższającego policjanta nad zwykłego człowieka? Czy ona naprawdę coś zmieni? Czy przez to policjanci będą bezpieczniejsi? Czy taki bandzior zastanawia się przed zaatakowaniem funkcjonariusza ile lat odsiedzi i czy mu się to opłaca? Odpowiedź na te wszystkie pytania, brzmi oczywiście: NIE. Takie coś miałoby sens tylko w wypadku, gdyby dotyczyło WSZYSTKICH. Zabiłeś? Dostajesz dożywocie. Logiczne. Nie ma różnicy czy jest to policjant czy mleczarz, czy ktokolwiek inny. Ta ustawa to nic innego jak ochłap mięcha rzucony opinii publicznej żeby zaczęła teraz pisać poematy, jak to incydent z niedawnym zabiciem funkcjonariusza już nigdy się nie powtórzy. Bzdura. Wiecie co trzeba zrobić żeby taki incydent się nie powtórzył i żeby wszyscy poczuli się bezpieczniej? Dwie rzeczy. Zaostrzyć selekcję w przyjmowaniu do policji, żeby pracowali tam jedynie odpowiedzialni, inteligentni i dobrze wyszkoleni ludzie, oraz znacznie zwiększyć pensję, żeby takich w ogóle zachęcić do tej pracy.
A tu link do całego artykułu:http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,8027...